MAPA
Obraz świata
Mapa może kłamać, lecz nigdy nie żartuje.
Howard McCord, Listening to Maps
Mapy służą nam w rozmaity sposób: jako źródła dla historyków czy socjologów, zapis stosunku człowieka do przestrzeni i czasu oraz jako dzieła sztuki. „Jeśli przyjmujemy, że mapa jest systemem semiotycznym, składającym się ze znaczącego (linii, punktów itp.) oraz znaczonego (np. wybranego fragmentu Wielkiej Brytanii), może być ona odbierana jako element znaczący w systemie semiotycznym wyższego stopnia, element politycznej i społecznej ideologii”137 – mapy mówią nam, jak w danym okresie i miejscu wyobrażano sobie świat i miejsce człowieka w nim, poprzez formę graficzną wyrażają światopogląd epoki.
Pod względem symbolicznych znaczeń szczególnie interesujące są te mapy średniowieczne, których funkcją nie było wskazywanie drogi (a przynajmniej nie w sensie dosłownym, fizykalnym). Bywały złożonymi metaforami, a nawet wizualnymi traktatami o historii czy teologii. Symbolicznym środkiem świata była na nich Jerozolima, zgodnie ze słowami Księgi Ezechiela: „Tak mówi Pan Bóg: Oto jest Jerozolima, którą umieściłem między poganami, otoczona obcymi krajami”138. Lądy roiły się od fantastycznych istot oraz postaci biblijnych i mitologicznych. Przy dokładnym zapoznawaniu się z mapami z tamtego czasu można zauważyć, że na niektórych zostały uwzględnione miejsca takie jak wieża Babel czy Sodoma i Gomora. Szczególnie wymownym zabiegiem było wpisywanie wszystkich elementów mapy w zarys ciała Chrystusa – jego głowa wyznaczała wschód, ręce północ i południe, a stopy zachód. Przykładem zastosowania takiego zabiegu może być mapa z Ebstorf (oryginał spłonął w czasie II Wojny Światowej, ale zachowały się reprodukcje i repliki). Zbudowanie przedstawienia świata na elementach symbolicznych nie wynikało jedynie z braku precyzyjnych narzędzi naukowych (w tym kartograficznych), ale z faktu, że w czym innym upatrywano sens istnienia map. Informacje geograficzne były tylko „szkieletem” (nadającym strukturę i ułatwiającym zrozumienie), na którym autor mapy umieszczał dużą ilość innych danych. Mapy świata pełniły funkcję dydaktyczną i egzegetyczną, pomagały kontemplacji, służyły „nawigacji” metafizycznej – znalezieniu drogi do Boga. Monumentalna mapa świata z Hereford, jedno z najwspanialszych dzieł w historii kartografii, była eksponowana w kościele, co jeszcze mocniej podkreślało tę funkcję139. Takie przedstawienia to koronne przykłady na to, jak trudno oddzielić obraz „artystyczny” od „informacyjnego” – malarstwo czy rysunek od różnego rodzaju schematów i diagramów, w tym map. Rozmaite konwencje, od mimetycznego odwzorowania do konceptualnego szkicu bywają wspólne dla obrazów o odmiennych funkcjach.

Gdy mowa o mapach i kartografii, łatwo przyjąć europocentryczny punkt widzenia, który skutkuje ignorowaniem kartografii pozaeuropejskich. Imponujące dokonania w tej dziedzinie miały miejsce w Chinach: datowana na XII wiek mapa odtwarzała linię wybrzeża niemal tak jak mapy XX-wieczne – taki stopień dokładności był wtedy poza zasięgiem kartografów europejskich. Innym interesującym przykładem, także z dwunastowiecznych Chin, jest mapa wyżłobiona w kamiennej steli. Wybór materiału nie był podyktowany wyłącznie kwestią trwałości. Kamienna mapa była przede wszystkim pomysłowym narzędziem do wykonywania reprodukcji: by wykonać odbitkę, należało potrzeć papier o wyżłobione linie, a następnie na tenże papier nałożyć tusz – w ten sposób każdy obywatel mógł wykonać reprodukcję mapy swojego państwa, co było także działaniem mającym budować wspólną tożsamość mieszkańców rozległego imperium140.
Mogłoby się wydawać, że razem z odkryciami geograficznymi epoki nowożytnej, dostępem do coraz precyzyjniejszych narzędzi kartograficznych oraz spadkiem znaczenia treści symbolicznych, graficzne przedstawienia przestrzeni osiągną wysoki poziom realizmu i obiektywizmu, a problem konwencji graficznej, tak ważnej w mapach starożytnych i średniowiecznych, przestanie być istotny. Mapa jest przecież, zdaniem wielu, racjonalną i obiektywną wizją świata, pokazuje rzeczy takimi, jakimi są one naprawdę. Pojęcie prawdy zachowało jednak swoją migotliwość i niestabilność. W przypadku kartografii wierne odwzorowanie rzeczywistości komplikuje fakt, że nie jest to problem jedynie filozoficzny, ale także geometryczny. Tworząc mapę, zawsze dokonujemy aktu interpretacji przestrzeni, nasycamy znaczeniami, kompilujemy, używamy rozmaitych środków, by przenieść trójwymiarowy świat na dwa wymiary podłoża.
Jednym z tych środków jest projekcja kartograficzna (zwana także odwzorowaniem), czyli metoda umożliwiająca przeniesienie powierzchni kuli na płaszczyznę. Dzieciom tłumaczy się ten problem przez eksperyment z pomarańczą: na skórce należy narysować zarys kontynentów, obrać pomarańczę, a skórkę rozłożyć płasko na stole – okaże się wtedy, że rysunek jest zniekształcony.

Przez wieki twórcy map usiłowali opracować sposób, który pozwoli przedstawić Ziemię jak najbardziej wiarygodnie. Przez kartografię przewinęło się całe mnóstwo projekcji, które dzielą się na wiernie odwzorowujące odległości, wiernie oddające kąty oraz na odwzorowujące pola powierzchni. Każda z nich zniekształca obraz świata w nieco inny sposób. Problem ten jest prezentowany na wiele sposobów, z których dwa są bardzo ciekawe przez zastosowanie porównania nieznanego (działania projekcji kartograficznej) ze znanym – zniekształcających się kół (metoda Tissota) lub twarzy (metoda Gedymina)141. Obecnie najbardziej powszechne jest odwzorowanie Merkatora (należące do równokątnych), opracowane w XVI w. – na nim oparta jest większość map, którymi się dzisiaj posługujemy: od szkolnych map używanych na lekcjach geografii po Google Maps. Mapy oparte na projekcji Merkatora miały pierwotnie służyć do nawigacji na morzu, ponieważ dobrze oddawały kąty. Jednak ich wadą jest to, że pomniejszają terytoria tym bardziej, im bliżej równika się znajdują – Afryka wygląda zatem na zdecydowanie mniejszą niż jest w rzeczywistości, natomiast Europa wypada dużo bardziej okazale, a ponadto umieszcza się ją na środku mapy, co jest decyzją zupełnie arbitralną142.
Gdy zostaniemy poproszeni o zorientowanie mapy, będziemy wiedzieli, że chodzi o nakierowanie północy na mapie na północ wskazywaną przez kompas. W orientowaniu pobrzmiewa jednak łaciński oriens, wschód. Przyczyną tego pomieszania jest to, że w mapach średniowiecznych to wschód, gdzie lokowano biblijny raj, a nie północ, znajdował się u góry mapy. Decyzja o tym, co znajduje się na górze mapy, a co na dole jest arbitralna – ale czy potrafimy wyobrazić sobie mapę, na której to południe znajduje się u góry?
Od lat proponuje się kartograficzne alternatywy, które miałyby pokazać inną wizję świata niż ta wynikająca z powszechnie przyjętych map. Przywiązywanie wagi do dystrybucji przestrzennej pokazuje, jak ważne są dla nas metafory przestrzenne, zwłaszcza te związane z wartościowaniem (znaleźć się na szczycie, produkt z górnej półki) – w powszechnej świadomości lepsze jest to, co znajduje się u góry. Przedstawiająca południe u góry „uniwersalna korekcyjna mapa McArthura” kwestionuje tradycyjne wartościowanie północy jako „lepszej”. Mapa, której towarzyszy żarliwy kartograficzny manifest, nie bez powodu znalazła się na okładce książki Maps and Politics.

Istnieją także alternatywy wobec projekcji Merkatora – jedną z nich zaproponował w 1973 roku niemiecki historyk Arno Peters. Jego mapa świata miała bardziej wiarygodnie oddawać pola powierzchni kontynentów – pierwsze zetknięcie z nią jest zaskakujące (Europa jest naprawdę aż tak mała?). Projekt Petersa był mocno krytykowany przez zawodowych kartografów za zastępowanie jednych błędów innymi, ale mimo to rozszedł się na całym świecie w nakładzie ponad 80 milionów sztuk143.
Mapa mentalna
Każdy z nas ma zakodowaną w umyśle całą kolekcję map i planów. Sięgamy po nie niemal nieustannie, by móc trafić do celu podczas podróży na małe i wielkie odległości. Korzystamy z nich także wtedy, gdy pozostajemy w spoczynku, by określić swoje umiejscowienie w rozległej przestrzeni. Te wewnętrzne schematy przestrzenne psychologia nazywa mapami mentalnymi albo poznawczymi. Są to wynikające z naszego doświadczenia zbiory przekonań na temat danej przestrzeni.


Na to doświadczenie wpływa już sam sposób przemieszczania się. Gdy podróż z Krakowa do Warszawy odbywam pociągiem, moja mapa wyobrażeniowa będzie składała się z kilku zaledwie miejsc: mojego domu, z którego chcę dostać się na dworzec, kilku stacji, na których zatrzymuje się pociąg, oraz miejsca docelowego.
Mapa kierowcy samochodu będzie zupełnie inna. Odnotuje on miejsce wjazdu na autostradę i zjazdu z niej, ignorując przestrzeń pomiędzy, ponieważ dla kierowcy, którego zadanie to prowadzenie pojazdu w skupieniu, jest ona monotonna i nieistotna. Prowadzący nie powinien rozglądać się na boki, zresztą nawet jeśli zrobiłby to, zobaczyłby głównie ciągnące się kilometrami ekrany akustyczne. Najbogatsza będzie bez wątpienia mapa pieszego turysty, który ze względu na to, że porusza się bardzo powoli, rejestruje dużo więcej informacji – zmieniający się powoli krajobraz, twarze napotkanych ludzi, miejsca postojów i noclegów. Taka mapa będzie też zawierać doświadczenia inne niż wzrokowe: znajdą się na niej punkty zapamiętane ze względu na zapachy czy dźwięki.
Proces tworzenia schematów przestrzennych najłatwiej zaobserwować, gdy odwiedzamy jakieś miejsce po raz pierwszy i na dodatek nie wiemy o nim za dużo. Poznawanie nowej przestrzeni, np. miasta, zawsze wiąże się z „zagęszczaniem” mapy mentalnej: w trakcie pierwszych odwiedzin potrafimy mniej więcej określić relację przestrzenną między kilkoma punktami, powiedzmy, hotelem, kilkoma głównymi ulicami i zabytkami. Miejsca często nazywamy umownie, opisowo, korzystając przy tym z innych punktów odniesienia („ta ruchliwa ulica, przy której znajduje się duży kościół z dwiema wieżami”).

Mapy dla turystów, rozdawane często za darmo w biurach informacji turystycznej przedstawiające kilka czy kilkanaście miejsc, które „koniecznie trzeba zobaczyć”, do pewnego stopnia także są mapami mentalnymi – nieznana jeszcze turyście tkanka miejska jest pokazana w sposób abstrakcyjny i często uproszczony (np. wymienione są tylko nazwy głównych ulic, pozostałe są pominięte). Zabytki, których jeszcze nie widział na żywo, ale mimo to potrafi rozpoznać, są ukazane w perspektywie izometrycznej (lub pseudoizometrycznej). Stając się obiektami bardziej „materialnymi” i charakterystycznymi niż cała reszta miasta (która z perspektywy turysty może nie być specjalnie istotna), zamieniają się w punkty orientacyjne. Sposoby przedstawienia przestrzeni w takich mapach są zgodne z tym, jak faktycznie doświadcza jej użytkownik, czyli turysta.
Mapa wieloletniego mieszkańca jest bogatsza o dokładniejsze relacje, a także warstwę emocjonalną: miejsca, które kojarzą się z konkretnymi wydarzeniami z życia, strefy uznawane za modne, niebezpieczne czy nieciekawe. Mieszkaniec będzie zatem w stanie mówić o przestrzeni oficjalnie (ul. Mickiewicza) i „sentymentalnie” (ulica, przy której znajduje się moja ulubiona cukiernia). Oczywiście jego mapa nie jest w każdym miejscu tak samo bogata w informacje – dzielnica, w której mieszka, i ta, w której pracuje, będą znane najlepiej, ale inne mogą przez całe lata pozostawać białymi plamami. Wszystkie mapy mentalne są wybiórcze – oczywiście mapa stałego mieszkańca w inny sposób i w mniejszym stopniu niż mapa turysty, co nie zmienia faktu, że żaden człowiek nie wie i nigdy nie będzie wiedział wszystkiego o przestrzeni, którą mapuje.

Elementami strukturalnymi wszystkich map mentalnych, niezależnie od stopnia szczegółowości, są:
- ścieżki – ulice, tory kolejowe, chodniki; wszystko, po czym możemy się poruszać,
- granice – ogrodzenia, mury, rzeki, końce tras; wszystko, co wyznacza przejście jednej formy w inną,
- strefy – zamknięte obszary posiadające cechy charakterystyczne,
- węzły – skrzyżowania, miejsca przesiadek, miejsca ruchliwe,
- punkty orientacyjne – duże i widoczne z daleka budynki.
Łatwość bądź trudność wyznaczenia tych elementów w przestrzeni decyduje o tym, czy będziemy tę przestrzeń postrzegać jako „czytelną”144. Czytelność, zgodnie z definicją z rozdziału trzeciego, to możliwość odróżnienia znaków od siebie – w przypadku przestrzeni „czytelność” zapewnia możliwość wskazania porządkujących ją struktur. Przestrzeń „nieczytelna” jawi się jako amorficzna masa, w której nie można się zorientować ani swobodnie poruszać.
Konwencje wizualizacji przestrzeni
Istnieje ogromna różnorodność konwencji wizualizacji przestrzeni, z których możemy wybierać, kierując się funkcją komunikatu do przekazania. Spektrum rozciąga się od przedstawień pełnych szczegółów i realistycznych do umownych i abstrakcyjnych.

Zaskakujące są pod tym względem niektóre konwencje pozaeuropejskie. Niewielkie muszle, patyki, liście palmowe – z takich materiałów przez tysiące lat aż do lat 50. xx wieku mieszkańcy położonych na Pacyfiku Wysp Marshalla wykonywali swoje pomoce nawigacyjne, zawierające informacje o rodzajach i kierunkach fal, prądów i wiatrów. Te niezwykle schematyczne przedstawienia przestrzeni były używane podczas przygotowań do podróży, ale nigdy w trakcie. Ich treść jest bardzo syntetyczna – nie pokazują dokładnego rozmieszczenia atoli i pojedynczych wysp, tylko informują o punktach orientacyjnych, dzięki którym można do nich dotrzeć145.
Współczesne zastosowanie uproszczonych przedstawień, służących do bardzo konkretnych celów, można zademonstrować na przykładach map komunikacji miejskiej. W historii projektowania graficznego kamieniem milowym jest plan metra londyńskiego Henry’ego Becka z 1933 roku. To projekt tak istotny, że poświęcono mu nawet niewielką książkę, a wzmianka o nim znajduje się chyba w każdym opracowaniu dotyczącym historii projektowania graficznego.
Treścią tego projektu jest topologia, a nie topografia – relacje między punktami, a nie ich rzeczywiste położenie. Pasażer metra nie interesuje się zupełnie tym, na jakiej dokładnie szerokości geograficznej znajduje się jego stacja docelowa, chce jedynie wiedzieć, ile stacji ma przejechać i gdzie musi przesiąść się na inną linię. Czas przejazdu między stacjami jest na tyle krótki, że nieistotne stają się także dokładne odległości pomiędzy nimi. Doświadczenie podróży metrem jest zupełnie inne niż poruszanie się pieszo, samochodem czy autobusem. W podziemnych tunelach nie widzimy znajdujących się nad nami punktów orientacyjnych, takich jak budynki, mosty, pomniki.
Na mapie mentalnej podróż metrem wygląda trochę jak teleportacja – rejestrujemy punkt wejścia (stację początkową), przesiadki i punkt wyjścia (stację końcową), a to, co pomiędzy, jest niewartą uwagi białą plamą – czytamy wtedy książkę, wiadomości i maile w smartfonie. Uwaga koncentruje się dopiero, gdy słyszymy nazwę naszej stacji.

Beck doskonale zdawał sobie z sprawę z tego, jakich informacji potrzebują użytkownicy metra – i postanowił do nich właśnie ograniczyć treść mapy. Wymagało to zastosowania takich, między innymi, środków:

- usunięcie informacji o tym, co znajduje się nad ziemią (jedynym wyjątkiem jest oznaczenie Tamizy),
- powiększenie centrum miasta, gdzie zagęszczenie stacji jest większe,
- pomniejszenie przedmieść, gdzie zagęszczenie stacji jest mniejsze,
- wyrównanie odległości między wszystkimi stacjami,
- uproszczenie linii (użycie wyłącznie linii poziomych, pionowych i nachylonych pod kątem 45 stopni),
- zastosowanie kodu kolorystycznego (jeden kolor = jedna linia metra).
W ten sposób przedstawienie topograficzne zamieniono w topologiczne. Trudno orzec jednoznacznie, czy powinno się mówić tutaj jeszcze o planie – być może właściwsze będzie określenie tego projektu jako schematu topologicznego.
Do zilustrowania efektów przekształcenia przeprowadzonego przez Becka prezentuję diagram, a nie reprodukcję oryginalnych planów, ponieważ na potrzeby wywodu ani nazwa miasta, ani stacje nie są istotne. Diagramy pokazują jedynie proces syntezy wizualnej, wygląd schematu przed i po zastosowaniu wymienionych wyżej środków.

Wiadomo, że Beck inspirował się schematami obwodów elektrycznych146, chociaż wskazuje się także na wizualne pokrewieństwo jego planów z twórczością Pieta Mondriana i innych słynnych abstrakcjonistów z początków XX wieku. Z pewnością jego projekt jest bardzo abstrakcyjny – łączy w sobie najlepsze cechy schematu i diagramu. Analogie do dziedzin tak różnych jak malarstwo i elektryka pokazują, jak skuteczną strategią może być poszukiwanie rozwiązań wizualnych w odległych od siebie dziedzinach. Zarówno schematy elektryczne, jak i malarstwo abstrakcyjne dysponują charakterystycznymi dla siebie środkami wizualnej syntezy, po które warto sięgnąć, jeśli okazują się skuteczne komunikacyjnie.
Założenia Becka z łatwością zastosowano do przedstawienia systemów komunikacji w innych miastach: Berlinie, Nowym Jorku, Teheranie, Tokio. Dziesiątki miast na całym świecie nawiązują do tego projektu w swoich planach komunikacji miejskiej – także w Polsce można spotkać się z „beckowskimi” schematami komunikacji autobusowej czy kolejowej.
Mapowanie – określanie relacji w przestrzeni

Mapowanie oznacza wykonywanie co najmniej kilku czynności: sporządzanie mapy, nanoszenie informacji na istniejącą mapę, sporządzenie schematu, a więc wszystko, co dotyczy dystrybucji informacji w przestrzeni. Nic nie stoi na przeszkodzie, by używać tego słowa w tym najszerszym sensie, nawet jeśli efektem mapowania nie jest mapa w ścisłym znaczeniu tego słowa, a coś w rodzaju schematu przestrzennego czy topologicznego.
Relacje przestrzenne między różnymi obiektami mogą być istotą wielu różnych problemów. Dotyczy to także sytuacji, gdy to, o czym chcemy powiedzieć, rozgrywa się w świecie abstrakcyjnych koncepcji, idei, wartości czy pojęć. Istnieje cała masa zjawisk, których istotę stanowią relacje między elementami, a nie ich dokładne położenie.
Wizualizacje takich zagadnień można określić umownie jako mapy, bo pokazują przestrzeń, choć nietypową, bo konceptualną. Mapa myśli nie odnosi się do fizykalnej rzeczywistości, ale nazywamy ją mapą właśnie dlatego, że pokazuje zbiór metafor przestrzennych, odnoszących się np. do relacji centrum (ważne) i peryferiów (mniej ważne) A, czy zewnętrza (ogólne) i wnętrza (szczegółowe) B.
Konceptualne schematy myśli mają wiele wspólnego z mapami topologicznymi, na przykład planami metra. Nie posiadają skali, ich główną treścią są relacje między elementami takimi jak obiekty czy ludzie, przedmioty, koncepcje, pojęcia; mają charakter relacyjny i syntetyczny – pokazują tylko najważniejsze aspekty danego zjawiska.
Przy budowaniu map konceptualnych można zdać się na własną intuicję lub skorzystać z wytycznych, na przykład opracowanej przez J. D. Novaka struktury concept maps147. Punktem wyjścia dla tej metody jest założenie, że najskuteczniejszą strategię uczenia się stanowi budowanie powiązań między tym, co wiemy, a tym, co dopiero poznajemy.

Uczenie się, w takim ujęciu, jest włączaniem nowych informacji w poczet posiadanych zasobów, co prowadzi do budowania w umyśle całościowych, pogłębionych obrazów zjawisk, a nie do gromadzenia strzępków informacji, których nie potrafimy połączyć w całość148. Novak opracował strukturę, która sprzyja temu procesowi.
Rozwiązanie leży w przestrzeni

Gdy w roku 1854 w Londynie panowała epidemia cholery, władze miasta skrupulatnie gromadziły informacje o tożsamości zmarłych oraz czasie zgonu. John Snow, lekarz i jeden z pionierów epidemiologii, postanowił przyjrzeć się sprawie w inny sposób. Od władz otrzymał rejestr zmarłych, po czym wszystkie miejsca zgonów naniósł na mapę Londynu. Zauważył, że zdecydowana większość z nich jest zlokalizowana w okolicach jednej studni. Snow zlokalizował źródło choroby, studnia została zabezpieczona, a epidemia zaczęła powoli wygasać149: dokonał swojego odkrycia dzięki zmianie sposobu myślenia. W przeciwieństwie do urzędników, którzy (zapewne z przyzwyczajenia) zapisywali informacje w porządku chronologicznym, Snow postanowił przyjrzeć się przestrzeni. Zmapował rozmieszczenie chorych, bo podejrzewał, że to właśnie przestrzeń, a nie czas jest kluczem do rozwiązania problemu. Udało mu się odkryć strukturę zjawiska (epidemii), co było konieczne do jego likwidacji.
Co wynika z tej historii? Informacje można porządkować na wiele różnych sposobów, jednak należy mieć świadomość, że zasada ustanawiająca strukturę treści (tekstu, wystąpienia czy czegokolwiek innego) wpływa na kształt całości. O tym, że dystrybucja pewnych zjawisk w przestrzeni może mieć kluczowe znaczenia w badaniach humanistycznych, przekonuje w ramach metody distant reading Franco Moretti. Swoją pracę o historii powieści jako gatunku nazwał „atlasem”, ponieważ jej głównym celem jest badanie geografii literatury w jej dwóch odmianach:
- przestrzeń w literaturze – np. Paryż u Balzaca lub Zoli, Wielka Brytania w twórczości Jane Austen, Afryka kolonialnych romansów,
- literatura w przestrzeni – np. rozmieszczenie bibliotek w Wielkiej Brytanii epoki wiktoriańskiej, rozpowszechnianie Don Kichota czy Buddenbrooków, miejsca wydania tłumaczeń150.
Analogiczne rozróżnienie ma zastosowanie także w innych dziedzinach humanistyki. Temat przestrzeni w sztuce jest oczywisty (problem odwzorowania trójwymiarowego świata na dwóch wymiarach płótna czy papieru, rozwój perspektywy geometrycznej itd.), zatem można przejść do zagadnienia funkcjonowania sztuki w przestrzeni. Podobnie jak w przypadku literatury, badanie tego zagadnienia polega na analizie przestrzennej i czasowej dystrybucji danych. Temu właśnie służy choćby interaktywna wizualizacja prezentująca trasy podróży odbywanych po Włoszech przez brytyjskich architektów w XVIII wieku151 – trudno wyobrazić sobie myślenie na ten tematu inaczej niż przy użyciu map.
W przypadku książki Morettiego, użycie terminu atlas w tytule nie jest jedynie metaforą – licząca ok. 200 stron książka zawiera 91 ilustracji – nie tylko map, ale też wykresów i diagramów. Te ostatnie to między innymi graficzne przedstawienia „pól sił” w Straconych złudzeniach Balzaca i Szkole uczuć Flauberta. Postaci powieści są na nich punktami podlegającymi rozmaitym interakcjom oraz podziałowi na grupy. O obrazie społeczeństwa, który wyłania się z prozy Balzaca, zdaniem Morettiego, można powiedzieć najwięcej, gdy obserwuje się, kto w danych relacjach międzyludzkich jest nieobecny bądź wykluczony – te zależności w wyraźny sposób rysują się na diagramach. Pojęcie pola zostało zaczerpnięte z prac socjologa Pierre’a Bourdieu, który również pochylał się nad Szkołą uczuć i rekonstruował zawartą w niej przestrzeń społeczną152. W jego pracy również można znaleźć diagramy, choć nie są tak liczne i nie odgrywają roli tak ważnej jak u Morettiego.
Pisarz czy kartograf?
Każdy pisarz jest w pewnym sensie kartografem – ustanawia przestrzeń, wytycza w niej granice, nazywa miejsca. Zabiegi te są najbardziej oczywiste w przypadku dzieł, w których przestrzeń jest całkowicie fikcyjna, stworzona od podstaw w wyobraźni pisarza. Jednak dokonują ich także autorzy dzieł, których akcja toczy się w rzeczywiście istniejących miejscach. Warszawa we współczesnej powieści (nawet realistycznej) nie będzie tym samym, co Warszawa z mapy topograficznej, ani tym samym, co Warszawa z mapy mentalnej jednego z mieszkańców. Literackie miasto składa się z kilku czy kilkunastu punktów, w których toczą się opisane wydarzania. Niektóre aspekty rzeczywistej geografii pisarz zmieni, by dopasować je do potrzeb swojej narracji, inne pominie. Spora część miasta zostanie napisana na nowo.
Taka właśnie rekonstrukcja zabiegów „przestrzeniotwórczych” oraz analiza ich roli w kontekście całego utworu jest celem pierwszej odmiany literackiej geografii Morettiego. Zamieszczone w jego Atlasie mapy pokazują próby przemieszczenia się w górę drabiny klasowej, podejmowane przez bohaterów kilku XIX-wiecznych powieści. Proces ten oczywiście wiąże się z dostępem do konkretnych punktów i obszarów na mapie Paryża oraz koniecznością przedostania się ze „złej” strony Sekwany na „dobrą”. Z zamieszczonych w Atlasie map można dowiedzieć się, gdzie zlokalizowane jest to, czego pragną postaci, gdzie się osiedlają (a jeśli są to młodzi mężczyźni – to także, gdzie rezydują ich kochanki) i w jakim miejscu zastaje ich koniec powieści.
Mapy i diagramy pozwalają zrozumieć budowę zawartej w utworze przestrzeni narracyjnej, która nie zawsze jawi się w sposób klarowny podczas lektury. By stała się widoczna i zrozumiała, należy ją wypreparować z tkanki tekstu i nadać jej formę wizualną. Moretti pisze: „(…) podczas sporządzania mapy dziewiętnastowiecznych gatunków literackich (…) natknąłem się na wszystkie rodzaje kształtów – linearne trajektorie, obszary dwubiegunowe, trójkątne, opowieści wielobiegunowe – ale nigdy nie spotkałem wzorca kolistego. Skąd u licha wzięły się te kręgi?”153. Ta irytująco zagadkowa struktura nie jest celem badań, ale jednym z etapów – wymaga wyjaśnienia, stanowi zatem punkt wyjścia do analizy, a nie jej cel.
Czy można odwrócić twierdzenie i powiedzieć, że każdy kartograf jest w pewnym sensie pisarzem? Jest w tym ryzyko analogii zbyt automatycznej – w humanistyce rzadko sprawdza się szukanie absolutnych symetrii. Jednak jeśli sięgniemy do dziedziny, którą nie tak dawno zaczęto nazywać „kartografią subwersywną” lub „antykartografią”, znajdziemy nieco przykładów, które mogą świadczyć o sensowności porównania twórców map do pisarzy lub w sensie bardziej ogólnym – artystów.
Na dziedzinę owej „antykartografii” składają się przedstawienia przestrzeni bazujące na doświadczeniach jednostki, które nie aspirują do jakiejkolwiek funkcjonalności czy uniwersalności, są autorską opowieścią o miejscu. Badacze i artyści, lub może raczej badacze-artyści, bo w ich działalności oddzielenie nauki od sztuk wizualnych jest bardzo trudne albo nawet niemożliwe, chcą swoimi pracami zwrócić uwagę na względność wiedzy zawartej w mapach. Podkreślają, że żadne narzędzia kartograficzne (np. projekcje) nie są neutralne semantycznie – zawsze niosą ze sobą jakieś znaczenie, a zastosowanie tylko jednego z nich jest aktem interpretacji.

Kiedy Denis Wood, kartograf lub, jak chcą niektórzy, „kartograficzny ikonoklasta”, autor licznych esejów o kulturowym znaczeniu map i kontrowersyjny bohater filmu dokumentalnego o znaczącym tytule Unmappable154 zamieszkał w dzielnicy Boylan Heights, w amerykańskim mieście Raleigh, postanowił ją poznać. W tym celu zmapował wszystko, co przyciągnęło jego uwagę: wydrążone dyniowe głowy stawiane na werandach podczas Halloween, układ linii wysokiego napięcia (ta mapa zatytułowana jest Wiewiórcze autostrady), typologię budynków mieszkalnych, dźwięki wydawane przez poruszane wiatrem dzwonki i szczekające psy. W ten sposób powstało ponad 50 map składających się na „narracyjny atlas”, przestrzenny portret dzielnicy155.
Ich [map Denisa Wooda] celem jest opowiadanie. Nie przedstawiają one Boylan Heights, ale raczej to, co Wood czuł wobec tego miejsca, jego zaciekawienie i zdziwienie faktem, że tak wiele rzeczy pozostaje niezauważonych i nienazwanych. Jego mapy opisują życie ludzi bez pokazywania ich. Wood tworzy powieść, w której bohaterowie są nieobecni, ale za to ich graty są wszędzie156.
Literacka analogia jest tu potrzebna, by podkreślić, że mapowanie może być twórczością. Uważam jednak, że Wood stworzył raczej esej, a nie powieść o Boylan Heights. W esej jako gatunek literacki wpisana jest duża swoboda łączenia zjawisk, w celu szukania analogii i kontrastów, podważania zastanych porządków i prawd.
Opowieść a mapa
Mapy ułatwiają czytelnikowi orientację w świecie przedstawionym, czynią narrację bardziej wiarygodną oraz immersyjną. Ponadto zawierają w sobie obietnicę podróży, która ze względu na dynamikę i zmiany kojarzy się z narracją. „Pytanie o mapę to prośba o opowieść”157. Literatura dostarcza materiału, który może się stać punktem wyjścia do stworzenia wizualizacji przypominającej nieco plan metra Becka – abstrakcyjnego diagramu przedstawiającego podstawowe cechy strukturalne terytorium (w przypadku literatury będzie to nie miasto, ale tekst). Skrzyżowaniom czy miejscom przesiadek odpowiadają połączenia wątków, motywy czy spotkania postaci, a umiejscowienie (w centrum bądź na peryferiach diagramu) świadczy o ich roli w utworze.
Inspiracją dla takiego diagramu mogą być projekty z cyklu Letteratura Grafica, których autorem jest grafik i dziennikarz (można dodać „wizualny”) oraz teoretyk graficznej „obróbki” informacji Francesco Franchi. Cykl ten składa się z diagramów na podstawie wybranych tekstów literackich (między innymi Małego księcia oraz opowiadania Tlön, Uqbar, Orbis Tertius Jorge Luisa Borgesa). Autor nazywa je „dwuwymiarowymi tłumaczeniami” literatury albo „mapami synoptycznymi”158 (od gr. synopsis – widok ogólny, zestawienie). Oba określenia są warte uwagi – pierwsze odwołuje się do rozumienia obrazu jako języka funkcjonującego na płaszczyźnie oraz przekonania, że grafik jest w pewnym stopniu tłumaczem. Drugie miano odnosi się do faktu, że w zależności od potrzeb odbiorcy diagram umożliwia dokonywanie rozmaitych porównań oraz ogląd całości i części. Jeśli chodzi o stronę wizualną diagramów, to można dodać, że Franchi podobnie jak Beck inspirował się schematami sieci elektrycznych.

Do wykonania diagramu przedstawiającego strukturę tekstu konieczna jest doskonała znajomość tegoż, dzięki której jesteśmy w stanie określić hierarchię informacji oraz sposób grupowania wątków i motywów. Dokładna analiza jest warunkiem celnej syntezy. Do czego można wykorzystać taki diagram? Wizualizację struktury omawianego dzieła można umieścić w sąsiedztwie analizującego go tekstu jako swoistą pomoc mnemotechniczną dla czytelnika, który może mieć trudność z poruszaniem się po dziele z taką biegłością jak badacz. W tekście naukowym, który posiada wizualny załącznik w postaci diagramu, można umieszczać odnośniki oznaczone cyfrą lub literą, odsyłające do konkretnego miejsca na diagramie strukturalnym.
Diagramatyczną formę można nadać stanom badań, jak uczynił choćby James Elkins w książce Theorizing Visual Studies159. Na oś czasu naniesione zostały okładki najważniejszych dla visual studies publikacji wraz z datą wydania, nazwiskami autorów oraz krótką notatką o charakterze i zakresie merytorycznym danej pozycji. W tej samej publikacji autor posługuje się formą diagramu-drzewa, by pokazać skomplikowaną genezę studiów nad kulturą wizualną jako dyscypliny akademickiej, oraz by wyjaśnić zależności między rozmaitymi instytucjami naukowymi czy poszczególnymi badaczami.
Specyfika druku, w tym formaty książek, często utrudnia (choć nie uniemożliwia!) stosowanie takich rozwiązań. W przypadku ekranów i internetu większość ograniczeń została zniesiona. Hipertekstowa struktura internetu idealnie nadaje się do tego, by czynić opracowania naukowe przyjaźniejszymi i łatwiejszymi w użytkowaniu. Dobrze pokazuje to przykład książki Postmedia Piotra Celińskiego, wydanej w tradycyjnej papierowej formie oraz w postaci hipertekstu160. Tę drugą wersję otwiera klikalna mapa (formą graficzną nawiązująca do Becka) pokazująca różne ścieżki tematyczne prowadzące przez tekst. Nie jest to rozwiązanie zaawansowane od strony technologicznej, za to zdecydowanie ciekawsze przez wzgląd na zawartą w nim „technologię wiedzy”. Przygotowanie kilkunastu ścieżek czytania tekstu wymaga umiejętności syntezy oraz refleksji nad tym, jak pewne zagadnienia powracają w tekście i co z tego może wynieść czytelnik-użytkownik.
Mapa całego tekstu, która otwiera niniejszą książkę, jest czymś innym niż spis treści i przekazuje nieco inne informacje. Spis treści pozwala zorientować się, jakie są wewnętrzne podziały w książce czy tytuły rozdziałów – co z kolei daje wyobrażenie o tematyce książki. Mapa natomiast informuje o występowaniu powtarzalnych tematów, o wspólnych mianownikach całostek, które w całej strukturze tekstu mogą być od siebie oddalone. Czytelnik, który dopiero zaczyna się zapoznawać z treścią, może mieć trudność z nawigowaniem innym niż czytanie „od deski do deski”. Autor, który wyposaża czytelnika w mapę, proponuje mu możliwość innej lektury. Mapę można więc właściwie nazwać nielinearnym i niealfabetycznym indeksem.
Białe plamy
Nasze możliwości poznania zawsze są czymś ograniczone. Mapy pokazują to, co wiemy, ale rysuje się na nich także nasza niewiedza lub to, co chcemy przemilczeć. Białe plamy to terytorium niewiedzy lub niepewności. Obszary niewiedzy mogą ulegać zmianom: zmniejszają się, gdy się uczymy (poszerzanie wiedzy to kolejna metafora przestrzenna), zwiększają – gdy zapominamy. Zmapować można nie tylko wiedzę i niewiedzę jednej osoby, ale także dużych grup społecznych.
Niezwykle inspirującym przykładem jest wydany na początku XIX wieku atlas Edwarda Quina, który pokazuje, jak z czasem rozszerzała się wiedza geograficzna Europejczyków. W serii kilkudziesięciu map przestrzeń znana ukazuje się w prześwicie między ciemnymi, złowrogimi chmurami. Kolejne obszary wyłaniają się z mroku stopniowo, aż do XVIII wieku, gdy widoczne są już wszystkie lądy161. Pod względem treści historycznych publikacja ta mocno się zdezaktualizowała, ale trzeba przyznać, że metafora niewiedzy w postaci zasnuwających widok i stopniowo rozstępujących się czarnych chmur pozostaje niezwykle sugestywna.
Taki schemat o charakterze negatywnym (pokazujący to, czego jeszcze nie wiemy) może być przydatnym narzędziem, służącym wskazywaniu relacji między problemami, które dopiero mają zostać zbadane. Niektóre zagadnienia są bowiem powiązane jak kostki domina. Odpowiedź na jedno ważne pytanie może być jednocześnie odpowiedzią (lub częścią odpowiedzi) na wiele mniej ważnych. Taka sytuacja daje się zwizualizować do postaci relacji centrum–peryferia. Schemat może także pokazywać orientacyjnie, jak „obszerne” są poszczególne zagadnienia czy jak bardzo różnią się między sobą ilością niewiadomych.
